Legenda o tym, jak flądry stały się płaskie

Turystyczny wypad nad morze w Polsce nie będzie pełny bez kilku rzeczy. Do obligatoryjnych punktów programu należą m.in. wyjście na plażę, kąpiel w Bałtyku oraz rzecz jasna przynajmniej jedno wyjście do smażalni ryb. W takich gastronomicznych przybytkach niekoniecznie wyrafinowanej kuchni flądra cieszy się sporym powodzeniem. To stosunkowo tania, a przy tym smaczna i pożywna ryba, wyróżniająca się także nietypowym, spłaszczonym kształtem. Tą ewolucyjną ciekawostkę w interesujący sposób tłumaczy stara, pomorska legenda.

Dawno temu, kiedy nad morzami świata panowali Posejdon, Neptun, Jurata i inni starzy bogowie, wszystkie ryby do siebie bardzo podobne i zajmowały się swoimi podwodnymi sprawami. Zgodnie z wolą potężnych władców mórz, nie okazywały najmniejszego zainteresowania tym, co się dzieje ponad powierzchnią. Aż któregoś dnia ludzie zaczęli budować wielkie statki, które pozwoliły im podróżować na wielkie odległości i przewozić towary pomiędzy odległymi krajami drogą morską.

Ryby były bardzo poruszone nieznanym zjawiskiem, jednak pozostawały posłuszne zaleceniom bogów i trzymały się z daleka od wraków okrętów, które coraz częściej trafiały na dno - niejednokrotnie wraz z całym ładunkiem. Jak powtarzała Jurata rybom żyjącym w Morzu Bałtyckim, te wszystkie dziwne rzeczy w morzu należą do oddających jej cześć ludzi, którzy mogą kiedyś powrócić w miejsca katastrof i spróbować odzyskać swoje skarby. Dlatego ryby mają zostawić wraki w spokoju.

Jednak w Bałtyku pływała pewna mała, wyjątkowo wścibska flądra, dla której boski zakaz to było zdecydowanie za mało. Okręty i przewożone w nich towary były dla niej czymś zupełnie nowym i chciała się o nich wszystkiego dowiedzieć, jednak żadna z ryb nie była w stanie zaspokoić jej ciekawości. I tak młoda flądra pojawiała się przy każdym rozbitym statku, próbując odgadnąć przeznaczenie różnych rzeczy.

Szczególnym zainteresowaniem żądnej wiedzy rybki cieszyła się biżuteria, złoto i inne błyskotki. Ich blask pochłonął flądrę do tego stopnia, że zupełnie zapomniała o przykazaniu Juraty i próbowała zabrać ze sobą jeden z pięknych przedmiotów. Kiedy inne ryby ją zobaczyły, rozpierzchły się w panice przed gniewem Juraty. Nic się jednak nie stało, do flądry podpłynął więc wiekowy łosoś:

  • Opanuj się flądro, zanim ściągniesz nieszczęście na nas wszystkie!
  • Ja nic takiego nie robię - odpowiedziała flądra - Ja tylko chcą wiedzieć, co to jest!
  • To pierścień.
  • A te większe ?!?
  • Bransolety.
  • Dlaczego one się tak świecą ?!?
  • Po co ludzie je w ogóle robią ?!?
  • Nie wiesz ?
  • Zajmij się rybimi sprawami - odparł łosoś - Żadna z nas nie powinna interesować się rzeczami zrobionymi przez ludzi!
  • Ale ja chcę wiedzieć! I niby dlaczego miałabym tego nie mieć ?!? - krzyczała flądra.

Zrezygnowany łosoś w końcu popłynął w swoją stronę, zostawiając flądrę siłującą się z ozdobami, monetami i innymi złotymi skarbami. Aż w końcu uparta ryba chwyciła wreszcie w pysk jeden z pierścionków i zadowolona popłynęła z powrotem do siebie - Jurata nie interweniowała. Od tej pory mała flądra regularnie buszowała po wrakach, szukając ciekawych rzeczy. Na wszystkie napominania i przypomnienia o boskim poleceniu rybka odpowiadała, że inne ryby po prostu jej zazdroszczą i opowiadają głupstwa - ona sama tylko patrzy, a jak jej się coś spodoba, to sobie bierze i nic jej nie grozi.

Któregoś dnia, tuż po potężnym sztormie, kolekcjonująca skarby flądra zapuściła się na nieznane wody. Zgodnie z przypuszczeniami małej rybki, szybko znalazła leżący na dnie wrak - wprawdzie spodziewała się nowego okrętu zamiast starej łajby, ale jak się nie ma co się lubi… A żeby było jeszcze ciekawiej, wokół statku pływały inne flądry, poszukujące swoich ulubionych smakołyków. Poszukiwaczka śmiało wpłynęła więc do środka, gdzie znalazła częściowo ukrytą w piasku piękną, ozdobioną kamieniami szlachetnymi skrzynię.

Zachwycona mała flądra namówiła swoje koleżanki, żeby razem otworzyły wielki kufer i zobaczyły, jakież to bogactwa kryją się w środku. Jako że pozostałe flądry doskonale wiedziały, że Jurata w żaden sposób nie ukarała wścibskiej rybki, zgodziły się jej pomóc. Wspólnie uchyliły wieko, a mała flądra wpłynęła do środka… i w tym właśnie momencie przez Bałtyk poniósł się krzyk rozgniewanej Juraty - Któż śmie mi się sprzeciwiać? Czyż nie nakazałam zostawienia wszystkich ludzkich rzeczy spoczywających na dnie morza w spokoju ?!?

Spanikowane ryby uciekły czym prędzej, a małą flądrę zbierającą skarby przygniotło ciężkie wieko. Z najwyższym trudem przecisnęła się na zewnątrz i wyczerpana padła na piasek. Kiedy się ocknęła z przerażeniem odkryła, że zrobiła się całkowicie płaska. Jurata nie miała litości i taką samą karę za nieposłuszeństwo zaordynowała wszystkim bałtyckim flądrom.

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij